Umieranie

Ten wpis układam w głowie niemal zdanie po zdaniu. Jest trzecia w nocy. Na rękach trzymam Synka Przylepę. Umieranie. Nie teraz, jeszcze nie teraz. Zostawić samego Ł., nie widzieć jak Starszaki dorastają. Synek Przylepa nie pamiętałby mnie w ogóle. Nie teraz, jeszcze nie teraz. Myśl, że może mnie zabraknąć jest nie do udźwignięcia i mrozi mi serce. Umieranie to temat, przed którym jednak nie ma ucieczki. Temat trudny i bolesny.

W nocy moją teściową budzi pukanie do drzwi. Sąsiadka starowinka ma problemy z oddychaniem. Trzeba zadzwonić na pogotowie. Przyjeżdżają sanitariusze i zaczynają stawiać na nogi tą wątłą staruszkę. Nie mogą znaleźć żył, żeby się wkłuć. Próbują. Oni się męczą. Ona cierpi. W końcu zabierają ją do szpitala. Po dwóch dniach sąsiadka umiera. Na szpitalnym łóżku, wśród rurek i obcych ludzi.

W szpitalu umierała moja babcia. A raczej nie zdrowiała. Nie było wiadomo, o co chodzi. Babcia gasła, ogromnie cierpiała. Było coraz gorzej. W końcu rodzice postanowili zabrać ją do domu. Tata do busa załadował łóżko i łamiąc drogowe przepisy wiózł babcię na tym łóżku przez pół Polski. Za oknami samochodu migało ciepłe słońce.
–Kup mi pomidorów – prosi babcia moją mamę, nim dojechali do domu. Od tego momentu było coraz lepiej. Miejscowa pani doktor, doktor z powołania – świetny lekarz rodzinny – odkryła, że przyczyną bólu jest ogromny ropień w nodze. Szybka operacja, sączki, wiadro ropy. Babcia zdrowieje, chodzi, zbiera pokrzywę, smaży pulchne drożdżowe racuchy. Po trzech latach umiera. Umiera w domu, w swoim łóżku, wśród bliskich osób, w pokoju tuż obok mojego.

Początek i koniec życia boli. W momencie, gdy rodzi się ukochana osoba, o bólu zapomina się dość szybko. W sytuacji, gdy ukochana osoba odchodzi, boli jeszcze długo. Można się odciąć, wziąć znieczulenie, uciec gdzieś daleko, nie być obecnym. Nie cierpieć i nie patrzeć na cierpienie, mieć to już za sobą. Można w nocy zasypiać po środkach nasennych, w dzień wziąć paracetamol, ketonal, prozac, wypić osiem kaw…Zająć się czymś, tak żeby nie myśleć, żeby nie bolało. Tylko, że ból jest częścią życia. Jest ważny.

O umieraniu mówili mi ludzie, którzy patrzyli na odchodzenie bliskich i których to bolało, ale pomimo tego bólu zdecydowali się być obecni. B. opowiadała mi jak umierała jej mama. Płakali wtedy całą rodziną, a potem razem z tatą i siostrą złączyli łóżka i  trzymając się za ręce spali w tym samym pokoju. M. opowiadała jak towarzyszy w odchodzeniu swojego dziadka, jak go pielęgnuje, dogląda, zmienia pieluchy.
–I to nie jest prawda, że wtedy tracisz szacunek do tej osoby. Wręcz przeciwnie, twój szacunek rośnie – mówi ze łzami, drżącym z emocji głosem i przejmującym tonem, którego nie mogę zapomnieć pomimo upływu lat.

Wpadam do rodziców i rozmawiam z nimi o tym umieraniu. Dopytuję się jak to z babcią było, czy czegoś nie pokręciłam.
– Pamiętaj Ester, wy mnie nigdzie nie wieźcie – mówi tata.
– Wiem tato, wiem.
Tata to dziarski, twardy człowiek. Nie pamiętam, żeby był w szpitalu. Żyje pełnią życia, dużo pracuje, dużo pomaga innym ludziom. Nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że umrze. Ale on jest przewidującym człowiekiem i wie, jak chce odejść. Tata chce umrzeć w domu, w swoim fotelu.

Wiem, że nie zawsze mamy wpływ na to, gdzie spędzimy ostatnie chwile. Czasami jednak mamy. Czasami wpływ na to mają nasi bliscy. Chciałabym, żeby spełniło się życzenie mojego taty. Ba, uważam nawet, że to właśnie dom jest miejscem, gdzie ludzie mogą przychodzić na świat i ze światem się żegnać. Jest w tym jakiś głęboki sens, coś co bardzo mocno mnie dotyka.

Kiedy tak myślę o tym umieraniu, oswajam się z tą myślą. Umrzeć tak, by żeby ostatnim widokiem był widok ludzi, których się kocha. Zamknąć oczy z obrazem bliskich. Zamknąć oczy i wyszeptać razem z dziećmi z Arki Noego:

Ja nie umieram,
ja tylko zasypiam
gdy oczy otwieram
Jezusa spotykam.

 

 

Źródło grafiki: pixabay.com

 

To też może Cię zainteresować

2 komentarze

  1. Mam za sobą jedno bolesne odejście . Pamiętam wszystko . Teraz boli już inaczej ale tęsknota większa…Mam nadzieję,że zrobiłam wszystko co było możliwe, wtedy.
    Że odeszła tak jak chciała . Ale czasem zastanawiam się czy gdyby nas przy Niej nie było , nie byłoby Jej łatwiej pójść w stronę światła…
    Nie ma dnia,żebym o Niej nie myślała.. Dziekuję Ci Ester za ten temat właśnie teraz , 2 kwietnia minie 9 lat…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *