Co ma kura do śliwek

Taka sytuacja.

Niedziela, cała rodzina w samochodzie w podróży do miasta. Starszaki przekomarzają się na tyłach samochodu, Synek-Przylepa z pasją gryzie grzechotkę. W tle śpiewa ulubiony ostatnio Michał Rassek.

My siedzimy i gadamy. BT powiedział ostatnio, że jego kolega brzydko mówi. Przeklina po prostu. Mówi KURA przez WU.

Nasz synek nie może jakoś przejść nad tym do porządku dziennego. Ciągle go ta sprawa nurtuje, ciągle gniecie.

Mówiłeś Pani?

Tak, mówiłem, ale to się w ogóle nie zmieniło.

Zastanawiamy się, co z tym zrobić. Jak powiedzieć, że kolega żyje w innym środowisku, że tam być może wszyscy mówią „kura przez wu” i to często, jak przecinek. Jak to ująć, żeby synek nie czuł do tego kolegi jakiejść pogardy, lekceważenia. Jak wytłumaczyć, że kolega ma trudno, żeby BT chciał mu pomóc. Z jednej strony nie chodzi o to, żeby co chwilę zwracał koledze uwagę, że przeklina, z drugiej strony nie wolno przecież machnąć ręką i sprawę, brzydko mówiąc, olać. Trudna sprawa na rozmowę z sześciolatkiem. Bo co on zrozumie, co zapamięta?

W pewnym momencie przypominam sobie, że kiedyś słyszałam podobną rozmowę. Dawno temu, gdy byłam dzieckiem. Szkolny kolega mojego brata źle się zachowywał. Kolega z trudnego domu, gdzie była bieda aż piszczy. Rodzice pomagali bratu przejść przez tą sytuację. Nie mówili, żeby się bronił, żeby zwracał uwagę. Rodzice dali bratu śliwki.

Zanieś koledze, poczęstuj. Podziel się z nim.

Siedzimy tak, gadamy i podpalamy się tą myślą, że czasami trzeba znaleźć tą trzecią drogę. Taką drogę, gdzie motorem do działania nie jest chęć zmiany dzieciaka, ale pokazanie mu jego wartości. Tego, że jest kimś ważnym, że jego działania wpływają na innych. Mówimy o sercu, o motywacjach, o podejściu do trudnych dzieci. Mówimy o wewnątrzsterowności, o wpływie na innych, o pracy nad sobą, o pilnowaniu się. Paruje nam w głowach. Mówimy już prawie równocześnie i dopowiadamy sobie nawzajem. W końcu w tym samym czasie kończymy zdanie tym samym słowem.

Cisza. Ja szybko ścieram łzę z policzka i łapię Ł. za rękę. Powiedzieliśmy już wszystko.

 

Epilog

Rozmowa moich rodziców z bratem była ponad 30 lat temu. Ja, jako mały szkrab zapamiętałam ją, choć nie mnie ona dotyczyła. Zapamiętałam te śliwki choć miałam 5-6 lat. Dzieci pamiętają, chłoną atmosferę, pamiętają klimat. Może minie wiele lat zanim to do nich wróci. Może nie odtworzą słów, może nie zacytują, ale poczują sercem, co zrobić w trudnej sytuacji. I poczęstują kolegę śliwkami.

 

 

Źródło grafiki: pixabay.com

To też może Cię zainteresować

4 komentarze

  1. Super że piszesz 🙂 Obserwuję wszystkie wpisy, super że piszesz, ciekawie postrzegasz świat, umiesz to ładnie przekazać, cieszę się że tu jestem i czasem mnie to inspiruje 🙂 Powodzenia w dalszym tworzeniu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *