Miękkie serce

 

Pewnego razu, bardzo dawno temu,  kiedy Synka Przylepy nie było na świecie, weszła do mego gabinetu Pani z córką. Miałam zająć się córką, ale wpierw porozmawiałam z Panią. To była jedna z takich rozmów, których się nie zapomina, które zostają już w człowieku. Rozmowa była o życiu, o przemocy, biciu w głowę, o gromadzie dzieci z matką w jednej izbie i ojcu w drugiej, o braku wody bieżącej, o nałogu, chorobie i spalonych książeczkach zdrowia dzieci. Pani siedząca przede mną wyglądała tak, jakby była w wieku mojej mamy. Okazało się, że była młodsza ode mnie.

Po rozmowie, badaniu, załatwieniu wszystkich formalności wyszłam z gabinetu i usiadłam przy socjalnym stole. Obok siedzieli współpracownicy, przede mną leżało pudełko ciastek. I zaczęłam te ciasta pochłaniać. Systematycznie, beznamiętnie, w milczeniu. Tak jakbym chciała wypełnić jakąś pustkę. Współpracownicy zerkali ze zdziwieniem, więc wytłumaczyłam im powód mego stanu. Oni siedzieli dalej, a ja nadal te ciastka jadłam i jadłam. I tak od słowa do słowa każda osoba powiedziała jakąś „swoją” historię. Taką historię, którą wolałoby się nie znać, która boli od samego słyszenia. Historię, która naznacza słuchacza. O dziecku bitym sztachetą, które w końcu oszalało, o dziewczynie, która gotowała zupę tak jak jej mama – do garnka z wodą wrzucała opakowanie po smalcu. O biedzie, o przemocy, o krzywdzie.

– Cóż, takie historie zawsze były, są i będą – powiedział ktoś.

– Ale to nie jest normalne, tak nie powinno być, ja się nigdy do nich nie przyzwyczaję.  Nie chcę nawet próbować się przyzwyczajać – odpowiedziałam ostro.  Za ostro.

– Masz rację. Nie można się przyzwyczajać – usłyszałam po kilku godzinach.

Nie przyzwyczajać się do złego – być gotowym na to, że zaboli cudzy ból, że o pewnych rzeczach już nigdy się nie zapomni. To niewygodne, trudne i męczące. Bo tego zła jest dużo dookoła. To para kłócąca się w samochodzie, gdy z tyłu rozpaczliwie płaczą dzieci, to pani bez nogi, próbująca kuśtykać do sklepu, to historie strasznych chorób i umierania.

Może prościej jest założyć klapki na oczy i serce. Tak bardzo zadbać  o siebie, o swoje granice, swój rozwój, że stać się pępkiem świata, gdzie Ja, Mnie, Moje wypełni każdy zakamarek, każdą wolną przestrzeń. Będzie mniej boleśnie, pewnie łatwiej, milej. Tylko serce coraz twardsze będzie biło coraz rzadziej dla innych, aż w końcu przestanie. I umrze jeszcze za życia.

A ja chcę żyć. Nawet jeśli będzie bolało. Nawet, jeśli to będzie oznaczało, by płakać z płaczącymi. Głęboko wierzę, że głód sprawiedliwości nie będzie trwał wiecznie, że w końcu zobaczę wypełnienie obietnicy. I miękkie serce przestanie boleć, przestanę płakać i będę śmiać się ze śmiejącymi się.


Źródło grafiki: pixabay.com

To też może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *