Gwiazdka z nieba

Pewnego razu do moich rodziców przyjechał chłopak. Ot, taki młodzian w średnim wieku. I zachwyciła go wieś. Zachwyciła otaczająca dom zieleń, mleko prosto od krowy, jedzenie nieprzetworzonych produktów i piękny sad. Powtarzał, że tu jest jak w raju i że chciałby zostać tu na dłużej. Mój tata zgodził się, by młodzieniec został 2-3 tygodnie. Pod warunkiem, że będzie pracował jak każdy inny współmieszkaniec.
Czytaj dalej

Nie sam

W wakacje wyskoczyłam z Ł. na działkę.  Dosłownie po 5 minutach dzwoni moja siostra.
– Ester, jeśli możecie, to wracajcie. BT wywrócił się jadąc rowerem, nogę miał strasznie wygiętą, myślałam że ją złamał, ale chyba jest cała. Dłoń jest bardzo mocno zdarta. Nie wygląda to dobrze.- relacjonuje w pośpiechu. W głosie słyszę troskę.
Czytaj dalej

Dwa domy

Dawno, dawno temu gospodarz wybudował dom. Drewniany dom z piecami kaflowymi w każdym pokoju, ze skrzynkowymi oknami i dwuskrzydłowymi drzwiami. Po pewnym czasie gospodarz podzielił swoje włości na dwóch synów. Jeden z synów zbudował dom tuż obok, drugi został na ojcowiźnie w starym domu. Na podwórzu przed starym domem stała studnia z żurawiem, niedaleko rósł sad z wysokopiennymi jabłoniami, za lasem były pola i łąki.  Potem przyszła wojna, w starym domu stworzono szpital polowy. Tu ratowano życia ludzi, a tych, który odeszli składano przy płocie, w pobliżu drugiej studni. Powiadano później, że woda z tej drugiej studni jest niedobra, że tylko do schłodzenia mleka się nadaje, że pić z niej nie wolno.
Czytaj dalej

Nie rzucę kamieniem

W góry poszedł Człowiek. I został tam. Nie zejdzie. Nie wróci do swojej rodziny. Nie było mi dane Człowieka poznać. Widziałam kilka wywiadów, czytałam nieco.  Sprawa trudna, świeża, bolesna.

I nie moja.

Ale jako że czytałam o Człowieku, to natknęłam się na stos dobrych rad, wyrzutów i połajanek. Nie odpowiem na nie, bo to nie moja sprawa, kto jakie ma zdanie o Człowieku z gór. Napiszę tylko o jednej rzeczy, która trochę mnie dotyczy.

Pieniądze.

Czytaj dalej

Wrażliwość i siła

Człowiek został stworzony do życia w innych warunkach. Miał żyć w pięknym ogrodzie, wśród zwierząt, kwiatów, drzew. Miał uprawiać ziemię, miał być szczęśliwy, miękki, wrażliwy.  Nie został stworzony do słuchania złych słów, do oglądania cierpienia,  doświadczania chorób. Miał żyć w innej rzeczywistości.

Nie tej.

Czytaj dalej

Wystarczy tak niewiele

Jest taki chłopczyk  – Oktaś, który urodził się i mama go nie chciała. Bo Oktaś, śliczny maluch, był chory, bardzo chory.  Po pewnym czasie Oktasia przygarnęli jego Prawdziwi Rodzice – anioły – choć ludzie z krwi i kości. Patrzę czasem na Oktasiowy profil. Czytam o nim, o nich. O walce, wierze, nadziei i miłości. Czytam, myślę, wzdycham, modlę się. Obserwuję z daleka.  Miesiąc temu jednak coś się zmieniło.

Czytaj dalej

Dzieci wychowują się przy okazji

Dzieci wychowują się przy okazji. Między porannym zrywaniem z łóżka, a wieczornym zaganianiem do mycia zębów. Między gotowaniem obiadu, a odrabianiem lekcji. W tych setkach poleceń dziennie, w tych napomnieniach i połajankach. W żartach, śmiechach i wygłupach. Dzieci wychowują się, gdy nam się nie chce nawet podnieść oczy znad monitora, na: „Mamo, a dlaczego…”. Dzieci wychowują się słysząc zdawkowe „Poczekaj”, gniewne „Zamknij się”, czy szybko rzucone „Za moment”.

Czytaj dalej

Miękkie serce

 

Pewnego razu, bardzo dawno temu,  kiedy Synka Przylepy nie było na świecie, weszła do mego gabinetu Pani z córką. Miałam zająć się córką, ale wpierw porozmawiałam z Panią. To była jedna z takich rozmów, których się nie zapomina, które zostają już w człowieku. Rozmowa była o życiu, o przemocy, biciu w głowę, o gromadzie dzieci z matką w jednej izbie i ojcu w drugiej, o braku wody bieżącej, o nałogu, chorobie i spalonych książeczkach zdrowia dzieci. Pani siedząca przede mną wyglądała tak, jakby była w wieku mojej mamy. Okazało się, że była młodsza ode mnie.

Czytaj dalej

Jeden uśmiech

Z reguły się śpieszę. Wyjeżdżam do pracy z zegarkiem w ręku, tak by zdążyć wszystko pozałatwiać, wszystkich porozwozić i nie spóźnić się. Ostatnie informacje z telefonem przy uchu, na szybko, w biegu. Nie jest to dobre, dlatego czasem specjalnie chcę wyjechać wcześniej.

Jadę więc ostatnio do miasta samochodem załadowanym dzieciakami, rolkami i kaskami. Po drodze liczymy psy i koty. Spokojny rozładunek dzieci. Potem ma być bankomat i rzeczoznawca. I już widzę, że muszę przyspieszyć. Idę raźnym krokiem i przy niewielkim rondzie widzę staruszkę o kulach przechodzącą przez przejście dla pieszych. Zatrzymał się jeden samochód, za nim drugi. I ten drugi w końcu zatrąbił. Może nie widział staruszki, może się spieszył, może był burakiem. To zabolało. Zwolniłam. Popatrzyłam na tą starszą kobiecinkę z trzęsącymi się ramionami i stroskaną twarzą i posłałam jej uśmiech.

Czytaj dalej