Wypuść ból

Hafija wrzuciła taką piękną infografikę – listę pytań do świeżych mam i od wczoraj o niej myślę.

Cofnęłam się o 5 lat. Przypomniało mi się, co czułam w ciepłe, lipcowe przedpołudnie. Pamiętam ostatnie momenty, gdy potworne skurcze oplatały brzuch i kręgosłup, a ja miałam w głowie jedną, wyraźną myśl: „Wypuść ból” .
Bez względu na wszystko, raz za razem  wypuszczałam go. Pozwalałam , żeby zrobił swoje i odchodził. Nie walczyłam, nie spinałam się, choć ciało krzyczało. Właśnie wtedy przyszedł na świat Synek Przylepa.
Coś mi się te pięć lat temu zadziało. Ta myśl „wypuść ból” towarzyszyła mi jeszcze przez kilka następnych dni. Większość czasu spędzałam wtedy w naszej sypialni. W tle brzmiało Bethel Music Instrumental, zza okna sączyło się lipcowe słońce, a ja dalej wypuszczałam  ból. Ten ból  fizyczny i ten w sercu, bo on w tym momencie jakoś tak sam wypłynął. Zaczęły przypominać mi się te trudne rozmowy, te ostre słowa, te wszystkie zranienia, które gdzieś głęboko ukryłam.  I znów wypuszczałam ból, płacząc, z synkiem przy piersi, siedząc w tej sypialni.
Wypuszczałam, odpuszczałam, wybaczałam.
Połóg – mało się o nim mówi. Kobieta właśnie przebiegła maraton, pokonała ból, urodziła się jako matka, pożegnała starą siebie, uczy się definiować siebie na nowo. Bardzo to trudne. To poczucie bezradności, wrażliwość na wszystko i wszystkich dookoła. Serce jak na dłoni – odsłonięte, bezbronne.
Wszystko to wróciło do mnie wczoraj z powodu jednej infografiki.
Dla mnie, te pytania od Hafiji, są jak plaster na duszę, jak ciepły kocyk, jak podnóżek do stóp, jak fotel bujany.
Przypominają mi, że po zwycięskiej walce trzeba dać sobie odpocząć.
Kobieto, która wydałaś na świat dziecko, niech Moc będzie z Tobą.  Twoje miejsce jest w szeregach Avengersów.
Czytaj dalej

Bubka

Znalazłyśmy się po pół roku siedzenia z przypadkowymi osobami. I przez cztery lata byłyśmy w szkole prawie nierozłączne. Połączyło nas wariackie poczucie humoru – potrafiłyśmy płakać ze śmiechu z wymyślonych przez nas historii, podczas gdy pozostali patrzyli na nas dziwnie. Widziałyśmy komizm w sytuacjach, które innym ludziom wydawały się niedorzeczne.
My:  Bubka i Eta
Miała słuch muzyczny, ładny głos, świetnie śpiewała. Szczególnie „I will always love you” w łazience na wycieczce. Nie powiedziałam jej, kiedy weszła pani sprzątaczka. Ja na widok pani umilkłam taktownie, ona dalej wyła.
– Nienawidzę cię- jęknęła słabo, gdy pani pochwaliła, że śpiewa jak w radio.
Psikusy, żarty, drobne uszczypliwości – nie było powodu się obrażać. Stałyśmy po tej samej stronie. Nigdy przeciw sobie.
Czytaj dalej

Młodość

Poniedziałek
Ja: Kawa, dentysta córki, ogródek, kawa z siostrą i tatą, przedszkole – odebrać Przylepę, praca, ogródek. „Córka, zrób pranie, bo niedługo wyjazd daleki.”
Ona: Dentysta, a potem szok, że na dziś to dziewczyńskie spotkanie w Warszawie, a nie jutro i trzeba szybko jechać, wskakiwać w ciuchy i maseczkę. A tam jest masę śmiechu, bo tamta owamta wysiadła wcześniej, a tamci owamci chłopcy ciągle się gapili. I burza była straszliwa. Nie, pranie jeszcze mokre, nie nie spakowana. Nie, nie wie, o której ten wyjazd.
Czytaj dalej

Otwórz oczy

Otwórz oczy i popatrz dookoła. Może pracujesz zdalnie z domu i czujesz, że dochodzisz do krańca swoich możliwości. Może jeździsz do pracy i wyjście z domu pełnego dzieci traktujesz jak urlop. Albo jedziesz do pracy jak na front i nie wiesz, czy wrócisz. Może masz ochotę udusić ministra edukacji/nauczycieli/dzieci/za bałagan edukacyjny.
Może tak masz. Może masz już dość. Dość siedzenia w domu.
Czytaj dalej

Kalambury

Ten moment, kiedy czterolatek chce się bawić w kalambury i myślisz, że ogarniasz temat, więc zaproponowałaś pokazywanie zwierząt. No bo zwierzęta są proste. Jakiś kot, pies, czy inna wiewiórka.
Czterolatek i tak pokazuje cały czas pszczołę, bo mu się podoba, ale zaraz będzie twoja kolej na pokazywanie. Zaraz ty wcielisz się w aktora.
Jesteś w tym dobra. Jesteś zwycięzcą.
Więc czekasz na tego słonia, czy choćby ślimaka, a on zbliża się i wyraźnie szepcze
– DUNKLEOSTEUS.
Czytaj dalej

Miłość

Dziś rankiem weszłam cicho do jego pokoju. Spał rozkopany. Zazwyczaj tak śpi, więc opatuliłam go kołdrą. Wierzgnął niespokojnie przez sen i przekręcając się na drugi bok, przyciągnął do siebie Pandusię. Jadąc do pracy kilkanaście minut później pomyślałam, że miłość do dziecka jest najłatwiejsza i najtrudniejsza zarazem.
Czytaj dalej

Niewinny patyk

Ostatni dzień kalendarzowego lata. Słońce, ciepło, dzień wolny.
– Idziemy wszyscy na spacer – zakomenderowałam. I nie zwracając na przewracanie oczyma Bi i nieśmiałe protesty BT, rozdałam kurtki.
– Pójdziemy do autostrady, zobaczymy ile już zbudowano. Może zobaczymy jakieś zwierzęta, ślady- przekonuję całą rodzinę i samą siebie.
Spacer był udany. Na swój sposób. Bo przecież słońce, ciepło i dzień wolny. Byłoby cudownie, ale BT wziął ze sobą patyk. Taki patyk, który dawno wynalazł w lesie dziadków, który skrzętnie chował po kątach w starym domu i który JA WŁASNORĘCZNIE przewiozłam do nowego domostwa. O, ja, nierozumna.
I on ten patyk wziął na spacer. I z małego kamyczka sypnęła się lawina.
Bo Synek Przylepa chce wszystko to samo, co BT. I on ma mu ten patyk dać. Ale BT nie da, bo to przecież jego patyk. Taki specjalny. Nie, nie ważne, że jeszcze pół roku temu chciał go spalić w ognisku. Ten patyk jest jego. Wyjątkowy. Takie skrzyżowanie laski Gandalfa z ciupagą Janosika. Część jego tożsamości. Skarb. My precious. Przecież nie odda, ot tak.
Czytaj dalej

Nie wypada

W jesienne popołudnie wybrałam się z Synkiem Przylepą na plac zabaw. Starszaki skautowały nieopodal. Miałam dwie godziny. Idziemy deptakiem. Przed nami stoi mama z dziewczynką i starszą panią – pewnie babcią. Patrzę, jak dziewczynka zwinnie podskakuje, łapie barierkę ogrodzenia i sprawnie wspina się na przeszkodę.
– Ależ świetna mała – myślę z podziwem.
Mijamy się.
– Dziewczynki tak się nie zachowują. – Ostry ton babci wbija mi się do głowy. Nie dowierzam.
– Złaź natychmiast – słyszę w oddali.
Czytaj dalej

Dziewczyna z lasu

Kilka dni temu natrafiłam na informację, że zaginęła dziewczyna. Poszła na spacer i już nie wróciła. Ostatecznie została odnaleziona. Poczytałam wiadomości o niej i tak jakoś bardzo mi zapadła w serce. W pewnym momencie mojego życia też  miałam dwójkę dzieci. Dokładnie w takim wieku, jak jej maluchy. I zaczęłam przypominać sobie jak to było. Dwójka małych dzieci.  Wtedy różne rzeczy mogą się wydarzyć. Szczególnie, gdy na kilka dni zostanie się tylko z maluchami, bez nikogo. Można chodzić pół dnia w piżamie. Można przez cały dzień odsypiać nieprzespaną noc.  Można nie myć się i nie czesać włosów. Można wiele dni żywić się gotowanym makaronem i kanapkami. Można samemu chodzić dookoła domu płacząc z bezsilności. 
Czytaj dalej

Skarb

Znajoma jakiś czas temu rzuciła takie pytanie, czy warto mieć dzieci. Bo poczytała dużo niefajnych informacji napisanych przez kobiety, których to macierzyństwo doprowadziło niemal do obłędu. Ludzie, którzy mają dzieci odpowiadali jej na to pytanie, pisali jej świetne rzeczy. O tym, że radość z posiadanych dzieci przewyższa wszystkie trudne chwile. Że warto, że to dobry kierunek.
Niemniej rodzicielstwo w obecnych czasach to ciężki orzech do zgryzienia. Bo zobaczysz te wszystkie słodkie zdjęcia i przeczytasz lukrowane wpisy, posłuchasz kilku niepoprawnych optymistów, a potem, kiedy nie pasuje to do twojej rzeczywistości, czujesz że przegrałeś, że ktoś cię oszukał, że przecież nie tak przecież miało być.
Czytaj dalej