Majówka

Na mądrych szkoleniach uczono mnie, bym opisywała to, co widzę i słyszę. Bym skupiała się tylko na rzeczywistości. Bez osądzania. Bez interpretacji. Tak profesjonalnie.                Z dystansem obiektywnego obserwatora.
Widzę mężczyznę i kobietę siedzących przy stoliku. Na blacie stolika dwie pełne szklanki, obok dwie puste, opróżnione. Napój jest bursztynowozłoty z pianką na górze. Szklanka ma napis LECH. W ręku mężczyzny tli się skręcony biały zwitek w kształcie papierosa. Mężczyzna oparł rękę ma na kolenie. Popiół zsypuje się na  spodnie. Mężczyzna i kobieta patrzą przed siebie. Oczy mają błyszczące, lekko szklane, nic nie mówią.
Obok stolika stoi małe dziecko, chyba dziewczynka, 2-2,5 roku tak na oko. Opiera się o szary mur. Nic nie mówi. Patrzy uważnie, bez uśmiechu. W ręku trzyma dwie foremki do piasku. Piasku nie ma. Dookoła kostka brukowa i beton.
Jest 1 Maja, przed 10 rano. Jest ciepło, wieje wiatr, świeci słońce – taka oto majówka.
Na tym bym skończyła, gdyby nie to, że dalej widzę tę dziewczynkę.  I bardzo pilnuję, żeby nie zacząć nakręcać się pytaniami, czy tak wygląda każdy jej dzień, czy tylko tak jest od święta. I pilnuję się, żeby nie myśleć jakie będzie miała życie, na kogo wyrośnie. I choć nie zapamięta tej majówki, bo jest za malutka, to upcha ten dzień w podświadomość.
W takich chwilach nie umiem w obiektywność, w obserwację. Nie umiem w dystans, w chłodną analizę. Zagryzam zęby myśląc, że powinno być inaczej, że nie tak to miało wyglądać. Więc ze ściśniętym sercem powtarzam tylko:
Mój Boże, uczyń cud. Niech jej następna majówka będzie inna.
Żeby jeśli szklanki, to z oranżadą, mlekiem albo kawą.
Żeby jeśli coś się będzie palić, to  grill,  ognisko albo lampion.
Żeby foremki były pełne piasku – z brzegu Wisły, piaskownicy albo plaży.
Mój Boże, uczyń cud.

 

 

Źródło grafiki: Obraz Luisella Planeta Leoni LOVE PEACE 💛💙 z Pixabay

 

Czytaj dalej