Czysty brud

Czysty brud, to taki brud, który zdarza się i już. Nie jest efektem braku higieny, bo myć się należy ze względu na szacunek do siebie i do innych. Z czystym brudem jest nieco inaczej. Czystego brudu nie trzeba się bać.

Jako dziecko lubiłam bawić się z rodzeństwem i znajomymi w podchody. Wymyśliliśmy sobie taką podchodową wersję de luxe. Odbywała się późnym wieczorem, gdy ognisko już dogasało. Poubierani w ciemne stroje braliśmy węgiel drzewny z ogniska i wcieraliśmy go w ręce i twarze. Potem jedna grupa chowała się w lesie, a druga szukała. Roześmiani wracaliśmy do domu czarni jak kocmołuchy i myliśmy się na dworze pod szlauchem. Ten czysty brud był źródłem nieustającej radości.

Pewnego razu moje rodzeństwo miało wykonać jakąś pracę na polu po ulewnej burzy. Woda zalała koniec pola, tworząc rozmiękłą błotnistą masę. Pracownicy wrócili ubłoceni od stóp do głów. Wielokrotnie wspominali, jak to cudownie było taplać się w tej błotnistej breji. Ja w tym czasie gdzieś wyjechałam i długo nie mogłam sobie darować, że ominęła mnie taka cudna zabawa.

Czysty brud to znak pracy lub zabawy. Czysty brud to zapiaszczone stopy nad brzegiem jeziora. Czysty brud to umorusane truskawkami buzie, to palce zlepione czereśniowym sokiem. Czysty brud to ciemna zieleń na stopach, gdy przebiegniesz się po świeżo skoszonej trawie – jest wyjątkowo odporny na usunięcie. Czysty brud to usta ciemne od dojrzałych jagód, to ubrudzone zaprawą ręce murarza. Czysty brud to źdźbła żółtej słomy we włosach, to dłonie po pracy w ogródku.

Czysty brud jest widoczny gołym okiem, wręcz bije po oczach. Być może razi niektórych czyściochów, niektórych estetów. Ja jednak wolę ten jawny, czysty brud od brudu niewidocznego, skrytego w sercu, czy w głowie. Wolę czysty brud, który brudzi skórę od brudu ukrytego, który brudzi duszę i i niczym niewidzialne brzemię osłabia ducha. Brud ukryty zabiera blask z oka, brudzi myśli i język. Wolę czysty brud, bo jego łatwo da się usunąć, w przeciwieństwie do brudu ukrytego, który nie tak łatwo daje się wyczyścić. To właśnie tego brudu ukrytego się boję, jego chcę unikać. To od niego chcę trzymać się z daleka. I choć francuskim manicure nie pogardzę, wolę czyste serce i ziemię pod paznokciami niż na odwrót.

 

 

Źródło grafiki: unsplash.com

To też może Cię zainteresować

10 komentarzy

  1. Mam teraz przed oczami ręce mojej Mamy, spękane i pociemniałe od pracy w ogródku albo zafarbowane buraczkami na obiad. „- Mamo, czemu nie założysz rękawiczek? – Ja nie umiem w rękawiczkach”. Cała Mama.

    1. Też tak mam. Bez rękawiczek. Lubię czuć ciepłą ziemię pod palcami. Ręce na razie jakoś się trzymają. Pomaga olej kokosowy.

  2. A ja w dzieciństwie prawie ciągle czystobrudna zazdrościłam takim sterylnym dzieciom, które wyglądały jakby dopiero co wyszły z elementarza Falskiego i nawet nie były spocone 😉 zmyślnie to ujęłaś. Poza tym – Panie strzeż nas od wewnętrznego brudu..

  3. Super tekst. Niestety w miejskim życiu dzieci mają coraz mniej okazji do ubrudzenia się. A przecież dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe 😉

    1. Koleżanka, z WIELKIEGO miasta kiedyś opowiadała mi, jak pozwoliła dziecku wejść w kałużę. Dzieciak położył się i chlapał się w najlepsze. Przechodnie piorunowali matkę wzrokiem. 🙂 Na wsi rzeczywiście może być luźniej w tej kwestii. Dużo więcej tego „szczęścia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *