Czy rodzic może pozwalać, żeby jego dziecku stała się krzywda?

Czy rodzic może pozwalać, żeby dziecku stała się krzywda. Pytanie banalne i odpowiedź też prosta. Każdy szanujący się, kochający rodzic nie dopuści do krzywdy dziecka. Nie pozwoli na to i już.

Na tym wypadałoby wpis zakończyć.

Niemniej.

Jest tu mały haczyk.

Mianowicie: Czym jest krzywda dziecka?

Krzywda dziecka jest wtedy, gdy częściej słyszy „Nie ruszaj”, niż „Spróbuj”. Gdy słyszy od Starszych i Mądrzejszych, że prąd w gniazdku aż się rwie, żeby dziecko pokopać, a ogień tylko czeka na okazję, żeby oparzyć, gdy powiedziano mu, że pan policjant zabiera niegrzeczne dzieci, a każda nieznana osoba może wyrządzić krzywdę. Krzywda dziecka jest wtedy gdy słyszy: „Nie spadnij” zamiast: „Trzymaj się mocno”, „Nie wywróć się” zamiast: „Gdy biegniesz, patrz przed siebie”, „Nie potnij się” zamiast: „Krój ostrzem do dołu”.

Krzywda dziecka jest wtedy, gdy słyszy, że słońce za bardzo świeci („Spocisz się i odwodnisz”) i wiatr za mocno wieje („Coś ci zaraz wpadnie do oka”), gdy deszcz za bardzo pada („Przemoczysz się i będziesz mieć katar”), a mróz nie pozwala na zabawę („Zobaczysz zaraz zmarzniesz i lekarz murowany”). Gdy trawa to nie miejsce do zabawy, bo kłuje, brudzi i jest pełna kup. Gdy owoc zerwany z drzewa należy przede wszystkim umyć, a marchewkę wciągniętą z ziemi dokładnie obrać.

Krzywda dziecka, to gdy zapach Domestosu i Vanisha, wypiera z domu zapach cynamonu i wanilii. Krzywda dziecka, to gdy dzieciństwo jest plastikową, wydezynfekowaną zabawką i pluszakiem wypranym w 95 stopniach. To bezpieczny pokój z wiecznie grającymi bajeczkami, to tablet na zawołanie. Niby czysto, bezpiecznie i bez bakterii.

Niby tak.

Ja jednak, staję w rzędzie z rodzicami, którzy nie chcą krzywdy swoich dzieci. Nie chcę ich krzywdy, dlatego z duszą na ramieniu daję nóż 4-latkowi i zapałki 6-latkowi, a 9-latce pozwalam smażyć naleśniki. Stoję obok, pokazuję co i jak, czasami wstrzymuję oddech, a potem opatruję rany. Nie chcę ich krzywdy, więc wypuszczam, gdy pada deszcz i patrzę jak rozpływają się niemal w błotnistych kałużach. Otwieram szeroko drzwi, gdy biegają po śniegu na bosaka, a potem szybko rozcieram przemarznięte stopy. Nie chcę ich krzywdy, więc chcę pokazać, że sobie poradzą, że potrafią, że umieją. Że rany się goją, że brud da się zmyć, że łzy wysychają. Że świat na zewnątrz nie zje ich na śniadanie, że przetrwają, że to one zmienią świat, a nie na odwrót. Nie chcę ich krzywdy – uczę je, jak to jest być wolnym.

 

 

Źródło grafiki: pixabay.com

To też może Cię zainteresować

2 komentarze

    1. Dziękuję. Pewnie Ci umknął, bo go w sierpniu pisałam. A toż to wakacje były. I słońce i plaża i ptaków śpiew… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *