Zatrzymać się na chwilę

Świat pędzi, a ja z nim. Z wywieszonym językiem, z otwartym kalendarzem i mnóstwem spraw na głowie. Świat pędzi i pędzić będzie. Nie zamierza przestać, dlatego to ja sama muszę zdecydować kiedy chcę się zatrzymać. Nie na długo. Na chwilkę. Zebrać siły, zadbać o siebie, o to żeby z tego świata nie wysiąść tak zupełnie.

Zatrzymać się na chwilę. Nie chodzi mi o kilkutygodniowy urlop. Zresztą nigdy na takowym nie byłam. Tak na marginesie: od kiedy zostałam rodzicem, słowo „urlop” diametralnie zmieniło swój wydźwięk. Kto ma dzieci, ten wie.

Wiele lat zabrało mi poznawanie siebie i tego, jak odzyskuję siły. Na początku pomogła mi Bi. Gdy była mała, upatrzyła sobie las. Bawiła się patykami, szyszkami, skakała po pieńkach, a ja z nią w tym lesie przesiadywałam. Kiedyś wyciągnęła mnie dalej. Zgodziłam się iść za niespełna trzylatką leśną drogą zarośniętą jeżynami. Po jakimś czasie Bi przystanęła na skraju lasu i usiadła. Ja też usiadłam obok i tak milcząc siedziałyśmy kilkanaście minut wpatrzone w łąki i odległe drzewa. Dałam jej jabłko. Ona gryza i ja gryza, aż całe zjadłyśmy. Było cicho, było ciepło, było pięknie. Wróciłam z nią do domu wypoczęta, z przewietrzoną głową i radosnym sercem. I już wiem: Pomaga mi bycie na łonie przyrody, pomaga mi zapach kwitnących drzew, pomaga mi patrzenie w gwiazdy, pomaga mi siedzenie na trawie, pomaga mi spacer po lesie. Nie musi być na długo. Może być na chwilkę.

Potem BT, będąc jeszcze w życiu płodowym, wtrącił swoje trzy grosze. W trakcie w ciąży czułam się fatalnie. Wychodziłam przed dom, siadałam na fotelu i obracałam twarz w stronę jesiennego słońca. To działało. I już wiem: pomaga mi wystawianie się na słońce. Odpoczywam, gdy czuję ciepłe promienie na zamkniętych powiekach. Opalać się nie lubię.  Kocham za to słońce, które pojawia się pierwsze wiosenne i ostatnie jesienne dnie. Usiąść w słońcu na chwilę. Na moment.

W końcu pomógł Ł. Kupił książkę i to nie byle jaką. Książkę o mnie, o nim, o wielu ludziach żyjących na tym naszym świecie. Kupił książkę o introwertykach, książkę która otworzyła mi oczy. I już wiem: pomaga mi samotność, pomaga mi cisza. Pobyć samemu ze sobą, ze swoimi myślami, posłuchać swojego serca. Przez chwilę. Nie na długo.

Wracam ostatnio z pracy, mówię pośpieszne „dzień dobry” znajomej, która rozmawia z moimi rodzicami. Przytulam Synka Przylepę, wieszam pranie, a potem ładuję szóstkę dzieciaków do auta i pędzę na zajęcia dodatkowe. Robię jakieś szybkie zakupy w trakcie. Później, gdy wracam to wiem, że jeśli nie teraz, to dziś już mi się nie uda. Odstawiam Synka Przylepę pod skrzydła Bi, po czym robię sobie kawę, wychodzę pod jabłonkę i siadam na miękkim leżaku. Zamykam oczy i przez dziesięć minut jestem sama. Z kawą w dłoniach, ze słońcem na twarzy, w pięknych okolicznościach przyrody.

racing-788932_640

Ta chwila zatrzymania nie wytrąca mnie z rytmu. To nie lenistwo, słabostka czy fanaberia. To moment, gdy ostrzę swoją siekierę, żeby ściąć łatwiej kolejne drzewo, gdy zmieniam koła w bolidzie na wyścigach, by móc bezpiecznie jechać dalej. To moment, gdy przypominam sobie o tym, czego w życiu chcę, co jest dla mnie ważne, tak jak mówi pewna stara chrześcijańska pieśń śpiewana dawno temu przez mojego tatę.

Zatrzymaj się na chwilę, odetchnij pięknem świata.

Zatrzymaj się na chwilę, zauważ swego brata.

Zatrzymaj się na chwilę, nad tym, co w sercu kryjesz.

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, po co żyjesz.

 

Zatrzymuję się więc. Nie na długo. Na moment. Na chwilę. A potem idę dalej. Z lżejszą głową i nadzieją, że się uda, że dam radę.

To też może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *