Kalambury

Ten moment, kiedy czterolatek chce się bawić w kalambury i myślisz, że ogarniasz temat, więc zaproponowałaś pokazywanie zwierząt. No bo zwierzęta są proste. Jakiś kot, pies, czy inna wiewiórka.
Czterolatek i tak pokazuje cały czas pszczołę, bo mu się podoba, ale zaraz będzie twoja kolej na pokazywanie. Zaraz ty wcielisz się w aktora.
Jesteś w tym dobra. Jesteś zwycięzcą.
Więc czekasz na tego słonia, czy choćby ślimaka, a on zbliża się i wyraźnie szepcze
– DUNKLEOSTEUS.
– Eeee, synku, to trochę trudne do pokazania.
– Dla mamy to łatwizna – rzuca dobitnie Ł. z gabinetu
Synek zbliża się ponownie
– ARTROPLEURA – słyszę przy uchu.
– Coś innego chcę.
Daje mi ostatnią szansę.
– LIOPLEURODON.
No i tłumaczę się, że nie będę tego pokazywać, bo to zwierzęta wymarłe. Tak, wiem co to dunkleosteus i artropleura. Liopleurodona się nauczę. Ale trzeba takie zwierzęta żywe, np. z ZOO. No i chodź tu, ja tobie powiem na ucho takie normalne zwierzę.
Zbliża się, nastawia ucha.
– Żaba – mówię po cichu.
– Żaba to przecież gad – odpowiada oburzony do żywego.
– To nie gad, to płaz – ripostuje BT.
– Żaba to gad – krzyczy czterolatek
– Żaba to płaz – krzyczy dziesięciolatek.
– Żaba to gad!
-Żaba to płaz!
Krzyk, rękoczyny, przewalanie.
Prawdziwe kalambury.

 

Źródło grafiki:  Trevor Cole on Unsplash

To też może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *